Teneryfa 3.0

Posted on

Jeszcze przed snem pytam Bartka: ‘’A co jutro biegamy?’’ Tak, jakbym upewniał się czy przez kilka godzin nic się nie zmieniło w planie. Może jednak będzie lżej?  A może ten trening nie brzmi tak źle? Bartek odpowiada, z pełną cierpliwością podaje wytyczne treningowe. Może już zapomniał, że już trzeci raz odpowiada mi na to samo pytanie.  Monotonia biegacza.

Miesiąc to bardzo dużo czasu.  Tak dużo, że można zapomnieć kod do klatki mieszkania. To też dużo, aby wykonać cykl treningowy wraz z kilkoma dniami wpadki (niedyspozycyjności). To także na tyle dużo, że można ześwirować, zdziczeć i zatęsknić. Miesiąc to dobry czas, aby wpaść w nawyk. W nawyk treningowy rzecz jasna…

Nie wiem kto dokładnie sprecyzował ramy czasowe tego obozu. Było jednak pewne, że musi to być okres zimowy. Wypadło na luty – wiadomo.  Jest to najkrótszy miesiąc więc mimo najmniejszej ilości przepracowanych dni, można z dumą rzec: ‘’przepracowałem cały miesiąc’’. W Polsce w tym okresie jest szaro, buro i smogowo. W moim przypadku, w lutym włącza mi się największy stan depresyjny. Bo jak długo można wytrzymać zimę w takich warunkach?  Pewnie, można i dłużej, ale po co wychodzić na trening z obniżoną motywacją. Dla mnie obóz w tym okresie to także uniknięcie złych warunków pogodowych w postaci śniegu, deszczu, wiatru i zimnego powietrza. Problemy z zimnymi rękoma zdecydowanie demotywują mnie do jakiegokolwiek treningu. Nawet delikatne wybiegania w mroźny dzień są dla mnie bolesne. Z tego powodu od kilku lat wyjeżdżam w tym okresie na Wyspy Kanaryjskie.

W tym roku maksymalnie chciałem skupić się na treningu. W latach wcześniejszych wyjazdy mimo obozowego aspektu, były połączone w pewnym sensie z turystyką. Łączyłem wyjazd ze zwiedzaniem 2-3 wysp naraz. Teraz ominąłem sobie ten aspekt i wróciłem na wyspę, na której byłem 2 razy. Tym razem tylko po to, aby trenować. Dlatego właśnie wybrałem Teneryfę.

Wyspa ta ma wiele innych atutów treningowych:

– możliwość treningu w górach
– możliwość treningu na wysokości
– możliwość wykonania względnie płaskich odcinków na wysokości
– odpowiednia temperatura
– odpowiednie warunki atmosferyczne
– dostęp do szlaków górskich
– koszt utrzymania względnie tani

Koszty:
Jeszcze 3 lata temu potrafiłem wydać 2 tysiące złotych i przeżyć 10 dni obozowych na Gran Canarii. Wliczając w to wypożyczony samochód, paliwo, nocleg, jedzenie i przelot. To były czasy. Tym razem nie było już tak studencko. Mimo wszystko starałem się zredukować koszty do minimum. Po fakcie jednak wiem, że mogłem jeszcze bardziej zaoszczędzić:

Lot na Teneryfę: ok. 1100 zł (bagaż rejestrowany + bagaż sportowy)
Wynajem samochodu (29dni): ok. 850 zł (na osobę/ms)
Wynajem apartamentu 9 osobowego (29dni): 1100 zł (na osobę/ms)
Lot do Poznania: ok. 900 zł (bagaż rejestrowany + bagaż sportowy)
Ubezpieczenie (29dni + zawody): 335 zł
Walizka rowerowa: ok. 400 zł
Paliwo: ok. 400 zł (na osobę/ms)
Zakupy: ?

Jedyną niewiadomą w tym wypadku są zakupy? Tego nie jestem wstanie przeliczyć. Wypady do kawiarni, lody, czasem obiad na mieście. To także koszty związane z utrzymaniem czystości osobistej jak i lokalu, w którym mieszkaliśmy. Pamiętajcie, że byliśmy tam miesiąc, więc środki czystości, papier, kapsułki do prania itp. były w naszych kosztach. Oczywiście główny wydatek to jedzenie. Jedliśmy dużo, także dużo podjadaliśmy. Nie oszczędzaliśmy na tym – każdy chciał zjeść dobrze i zdrowo.

Uważam, że zamknąłem wyjazd na Teneryfę w 7000 zł. Oczywiście nie liczę tutaj dalszej części podróży czyli wylotu na zawody Transgrancanaria. Sami musicie ocenić czy to dużo, czy mało. Sami musicie też wyciągnąć wnioski na czym można jeszcze zaoszczędzić, a w co jeszcze zainwestować!

Moje uwagi wydatkowe to głównie aspekt rowerowy. Dla mnie nieszczęsny, gdyż nie wykorzystałem jego potencjału tak, jakbym chciał. A koszty względem ilości treningów są zbyt wysokie. Szczerze mógłbym zaoszczędzić 1000 zł na tym! Ale człowiek się uczy na własnych błędach dopiero po fakcie.

Zamykając wątek finansowy muszę zaznaczyć, że wsparcie Salco Garmin Team znacząco wpłynęło na faktyczny koszt obozu. Ogromne podziękowania za wkład w przygotowania do sezonu. Co za tym idzie także moi partnerzy i sponsorzy mają swój udział w tym wyjeździe. Sprzętowo, jedzeniowo i finansowo. Bez nich na pewno nie mógłbym sobie pozwolić, ani nawet pomyśleć o trenowaniu w zimę na Wyspach Kanaryjskich. Dziękuję Wam.

Cel wyjazdu
Zakładałem, że będę trenować cały obóz, ale ostatnie dni miesiąca miały być już luźne, tak aby odpocząć do startu w dniu 6.03.2020.  Przed wylotem na obóz z lekką obawą podchodziłem do samego tematu zawodów. Zadawałem sobie pytania czy uda mi się przygotować do nich, a zarazem wypocząć? Po pierwszym tygodniu obozu już miałem odpowiedź, bo coś innego stało się ważniejsze niż udział w zawodach. Ważniejszy był trening.

Częściowo mój obóz to także zgrupowanie Salco Garmin Team.  Osoby w teamie, które mają możliwość poświecenia czasu na trening są wspierane przez klub. Dzięki uprzejmości partnerów, klub miał możliwość wysłania zawodników na Teneryfę. Nie każdy jednak mógł pozwolić sobie na miesięczny wyjazd. Więc okres ten został podzielony na turnusy. Tak, aby każdy członek teamu mógł skorzystać z dobra wspólnego. Dla mnie osobiście to duże odciążenie finansowe przy tak długim okresie. Więc dziękuję już tutaj Marcinowi Ścigalskiemu za zadbanie o to.

Wracając do mojej myśli obozowej. Parę miesięcy przed wylotem zgadałem się z Bartłomiejem Przedwojewskim. Od słów do słów wyszło na to, że świetnie by było wspólnie zrobić obóz. On planował poświęcić się treningowi w zimę. Spojrzałem w kalendarz i stwierdziłem ‘’ja też chcę się poświęcić’’. Rozmowa z Bartkiem na tyle była motywująca, że był to dla mnie priorytet. Stwierdziłem, że ja muszę z tym człowiekiem wylecieć na obóz. Gdzieś z tyłu głowy była myśl: ‘’Może poznam źródło sukcesu’’. Poznałem! Zdradzę go Wam, ale na końcu. To, co miałem z tyłu głowy nie przyćmiło tego, co dla mnie było wtedy i jest teraz najważniejsze. A najważniejsze to trening z drugą osobą. A jak przy tym trafiła się osoba mocniejsza ode mnie, to jedynie mogę rzec – cudownie. Stwierdziłem wtedy, że Bartłomiej będzie dla mnie idealną motywacją do wykonywania ciężkich treningów. Przy takiej personie nie wypada odpuszczać. Tak też było.

Oczywiście nie będę tutaj samolubny. Myślę, że dla samego Barta sparingpartner był także potrzebny. Nie wiem jak bardzo – to już musi ocenić sam Bartek, ale myślę, że sama obecność innego biegacza podczas treningu była napędzająca.

Z czasem wyklarowały się możliwości obozowe, miejsce spania, osoby chętne i terminy. Oprócz klubowych członków obóz tworzyli ludzie spoza teamu – znajomi, rodzina i inni zawodnicy. Więc jak widzicie już to nie był obóz kadrowy, klubowy, idealny – ‘’książkowy’’. To był nasz obóz – sklejony z własnych pieniędzy, determinacji i chęci rozwoju. Oczywiście wsparty teamem, sponsorami, partnerami. Jednakże wypracowany indywidualnie przez każdego z osobna. Przecież każdy z nas mógłby teraz siedzieć w domu i trenować jak zwykle, nie rezygnując z pracy. Więc także Ty możesz na taki obóz jechać! Wystarczy, że masz chęci. Poświęć swój urlop, zabierz rodzinę lub zostaw ją. Przeznacz na to pieniądze ze swoich oszczędności. Zmarnuj pieniądze na obóz – na własne ryzyko. To pozostaje już w Twojej głowie jak to ocenisz. Pracę, pasję czy też urlop. To Twoja decyzja. To była nasza decyzja. To była moja decyzja. Mogłem przecież budżet pozyskany ze sponsoringu przeznaczyć do inwestycję w mieszkanie, samochód i trenowanie w Poznaniu.

Biegacze
Apartament miał łącznie 11 lokatorów w trakcie miesiąca. Jednakże cały miesiąc spędziło tam 5 osób: Ja, Bartek Przedwojewski, Kacper Kościelniak, Marcin Kęsy i Marcin Grabiński.  Reszta ekipy przyjechała w dwóch turnusach – do połowy lutego i do końca lutego. Na tyle było do zaplanowane, aby każdy miał dla siebie miejsce.  Każdy miał swój cel i swój plan treningowy, a także każdy zostawił coś i kogoś w Polsce.

To było bardzo ciekawe zestawienie osób. Jakby nie patrzeć każdy prezentował inny poziom sportowy i także inne cele miał przed sobą. Był Bartek, który zdecydowanie odbiegał poziomem sportowym od Nas. Ja i Mariusz (który również był z Nami) celowaliśmy w biegi ultra. Między nami były także różne typy treningowe: Miśka góry, głównie skyrunning, Kacper miał natomiast w planie krótsze biegi górskie. A dwóch Marcinów biegi uliczne. I to też ciekawe, że mimo tych różnych celów potrafiliśmy się często zgrać na wspólny trening. W moim przypadku w 45 jednostkach zrobiłem 5 treningów samotnie i to głównie regeneracyjne jednostki. Resztę wykonałem z kimś z powyżej wymienionych osób. To oni mnie każdego poranka motywowali do wyjścia na trening. Liczę, że i w drugą stronę tak było…

Plan treningowy
Na wstępie powiem, że swój plan treningowy zmodyfikowałem. A nawet nie, bo po prostu go nie miałem. Od początku chciałem dostosować się do założeń Bartka. Traktowałem to jako eksperyment, ciekawość i lekcję. Zatem, też o tym napisałem do swojego trenera. Oczywiście ramy treningowe chciałem zachować – przeplatać treningi jednostkami, które wykonuję na co dzień. Jak to wychodziło w praktyce to przeczytacie poniżej.  Sam Bartek współpracował ze swoim trenerem na bieżąco. Więc ciężko było nam ocenić co będziemy biegać za tydzień. Była to dla mnie ciągła niewiadoma albo niespodzianka. Taki model pracy jest o tyle dobry, gdyż w pełni kontrolowany. Plan układany na podstawie tego, co się obecnie dzieje, jak organizm reaguje i jak wpływają czynniki zewnętrze na nas. A tutaj miało co na nas wpływać: wysokość lub mniej przewidywalna ‘’kalima’’ czyli piach z Sahary.

Harmonogram
Wydaje mi się, że każdy dzień obozu wyglądał identycznie. Może z pojedynczymi wyjątkami. Wstawaliśmy ok. 7:00. Dzień rozpoczynał się spokojnie śniadaniem i kawą. Następnie każdy przygotowywał się na trening. Na większość treningów dojeżdżaliśmy samochodami. Więc sporo rzeczy trzeba było zabrać ze sobą. Tak, aby przed i po treningu nie zabrakło ubrań na przebranie, jedzenia, picia itp. Wyjazd około godziny 8:30. To zależne było od tego gdzie jechaliśmy. Przeważnie trenowaliśmy w dwóch miejscach – Vilaflor oraz u podnóża góry Teide. Dojazd zajmował trochę czasu, ale staraliśmy się tak zorganizować, aby około godziny 9:00 zacząć trening. Tutaj zależnie od jednostki, spędzaliśmy na treningu 2-3h. Były krótsze jednostki, ale także dłuższe. Około godziny 13:00 przeważnie byliśmy z powrotem. Obiad i obowiązkowa drzemka. Wyjście na 2 trening zazwyczaj ok godziny 16:00. Powrót i odpoczynek. To czas dla siebie. Jedni szli na kawę, a inni pracowali przed komputerem. Czasem wykonywaliśmy trening przy plaży, więc zostawaliśmy tam po nim, aby wskoczyć do oceanu. Kolacja 19:00 – 21:00 i trochę czasu na wspólne rozmowy.  Do spania staraliśmy się kłaść wcześnie, tak aby przespać ok 8 godzin.

Statystyki
3 dni wolne ( 1.02 – przylot, 23.02, 29.02 – wylot)
5 dni wolnych od biegania
4 jednostki rowerowe (108km, 70km, 28km, 30km) = 236km
41 jednostek biegowych = 707km

5 jednostek – II/III zakres na wysokości 2100m – 2200m
6 jednostek – długie wybieganie w górach
4 jednostek – akcent na stadionie
4 jednostki – akcent w górach
22 jednostki – wybiegania (recovery, góry, płaskie)
78h treningowych na 26 dni = 3h/dziennie

Realizacja
Trudno wprost stwierdzić czy udało mi się zrealizować założony plan. Powód jest prosty – planu nie miałem. Biegałem tyle, ile mi organizm podpowiadał i czułem, że potrzebuję wykonać ten trening. Bardzo chciałem jak najwięcej jednostek zrobić z Bartkiem, co z początku udawało się. Część w swoim tempie, a część zaraz za plecami Bartka. Dla mnie niektóre akcenty były nowością. Także dla mojego organizmu był to zupełnie nowy bodziec, do którego nie był przygotowany. Muszę tutaj zaznaczyć, że mimo iż kojarzony jestem jako biegacz górski, to na co dzień nie wykorzystuję gór w treningu, bo mieszkam w Poznaniu. Gdzieś w połowie obozu miałem poczucie przetrenowania. Nie mogłem zmusić organizmu do wejścia na wyższe obroty. Od tego momentu z ostrożnością podchodziłem do wspólnych treningów – nie robiłem wszystkich. Więcej wykonywałem luźnych wybiegań po górach, a akcenty wykonywałem na stadionie. Czułem, że zmęczenie z treningów zbyt mocno się nakłada.  Zatem drugą część obozu skupiłem się bardziej na wykonaniu długich i spokojnych biegów. Zaczynałem też luzować przed najbliższym obozem.

Sukcesem w tym wszystkim jest fakt, że przez miesiąc zadbaliśmy o ‘’higienę’’ treningu. Tego czego nie potrafię zrobić w domu, to co powinno być podstawą trenowania. W tym wypadku chodzi mi o nawyk, powtarzalność treningowa i regularny odpoczynek. Wstawaliśmy wcześnie rano, wykonywaliśmy treningi o tych samych porach. Trening był urozmaicony, ale powtarzalny, tak aby adaptować organizm do określonego bodźca. I co najważniejsze w tym wszystkim, a czego nie robiłem aż tak dobrze w domu: zadbałem o regenerację.

Spaliśmy w ciągu dnia – prawie codziennie. Od 20 minut do nawet 1.5h! To już duża dawka wypoczynku. Dodatkowo jedliśmy zdrowe i regularne posiłki. Następną sprawą jest mniejsza ilość czasu spędzanego przed monitorem komputera i telefonu. Przez nakładający się trening i wyjazdy po prostu nie było czasu na to. Co za tym idzie odciążenie głowy problemami i codziennymi zadaniami jakie miałem mieszkając w Poznaniu.

Odczucia
Wróciłem z poczuciem, że mógłbym jeszcze coś mocniej pobiegać. Myślę, że to poczucie wynika z faktu, że nie wszystkie treningi wytrzymałem z Bartkiem. Wiem jednak to, że jest to zawodnik zupełnie na innym etapie i poziomie. Jako że naocznie widziałem jego treningi, też wiem, że jego organizm ma zdecydowanie więcej możliwości. Mimo, iż na pewnych etapach porównywałem nas to w ostatecznym rozrachunku – w bieganiu po górach Bartek jest po prostu mocno wytrenowany.

Porównując się do siebie wiem, że zrobiłem znaczny progres.

Spostrzeżenia
Praca, którą wykonałem była dla mnie ciężka, ale także przyjemna. Jest to ciekawe doświadczenie – poświęcić się treningowi. Fakt jest teraz taki, że nie do końca wykorzystałem ten obóz. Obecnie startów nie ma, więc nie ma gdzie się sprawdzić. Miałem jedną szansę, której nie wykorzystałem – Transgrancanaria. Na jej podstawie mam różne wnioski i akurat są one zdecydowanie na plus względem wykonanego obozu. Mimo, iż pobiegłem poniżej swoich oczekiwań.

Z perspektywy czasu stwierdzam, że obóz sam w sobie był czymś co było warto wykonać. Zrobiłem to i się cieszę, bardzo cieszę.  Nie czuję pustki związanej z niewykorzystaniem formy na zawodach. Przez to, że w takim klimacie oraz otoczeniu odbyłem ten obóz to czuję, że to był dobrze spędzony czas wśród ludzi o tych samych zainteresowaniach!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *